niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Aerii CD Arrowa

-No to gonisz-rzuciłam przez ramię i zaczęłam uciekać slalomem między kawałkami murów. Przez dość długi czas ganialiśmy strącają co chwilę śnieg z kamieni. Jak widać, czy raczej nie widać, duchów nie było... Za to wszędzie leżało pełno dziwnych, niebieskich piór. W pewnej chwili wpadłam na genialny pomysł. Uprzednio sprytnie zmylając Arrowa, schowałam się ze jednym z fragmentów ścian i czekałam, aż podejdzie na tyle blisko, żebym mogła go wystraszyć. Przez dość długi czas nic się nie działo. Ostrożnie wystawiłam nos zza muru, a wtedy...
-BUU!-Arrow wyskoczył tuż przedemną, na co wystraszona odskoczyłam. Basior zaczął się śmiać, na co skrzywiłam minę.
-Taaak, bardzo śmieszne...-mruknęłam przewracając oczami.
-Żebyś widziała swoją minę...-aż otarł łzy rozbawienia płynące z oczu.
-Zamiast się śmiać, mógłbyś mi pomóc...-wskazałam na łapę, która utknęła w dzuirze na wskutem mojego odskoku. Każdy najmniejszy ruch powodował, że zapadała się jeszcze głębiej.
-Już, już...-dalej się śmiejąc podszedł do mnie i przyjrzał się dziurze.
-No i co jest w tym takiego interesującego?-westchnęłam i pociągnęłam łapę z całych sił. Jedynym skutkiem było tylko osunięcie się kamienia, który przez przypadek potrąciłam.
-W ten sposób nie damy rady...-powiedział Arrow z uśmiechem dalej goszczącym na pysku.
-Nie zauważyłam, wiesz?-mruknęłam coraz bardziej poirytowana.
-Dobra, dobra, nie musisz być niemiła... Z tego co wiem, to też chciałaś mnie nastraszyć, więc...-zaczął już spokojnym tonem.
-Masz rację... Przepraszam... Po prostu ja nie mogę się wydostać, a ty się śmiejesz... Przepraszam...-westchnęłam ciężko.
-Nie możesz użyć żadnej ze swoich mocy?-zapytał. No tak. Czemu ja na to wcześniej nie wpadłam? Natychmiast spróbowałam podnieść kamień za pomocą magii. Nic się jednak nie stało. Za to miałam wrażenie, jak gdyby moja magia odbiła się od niewidzialnej ściany i wróciła do punktu wyjścia. Spróbowałam jeszcze kilka razy, jednak bez skutku.
-Aeria...?-Arrow przerwał chwilę milczenia.
-Nie mogę... Moje moce nie działają...-ta sytuacja jest coraz dziwniejsza...

 <Arrow? Przepraszam za opóźnienie, ale miałam zakaz na wszelkie elektroniczne sprzęty... :/> 

sobota, 8 sierpnia 2015

Od Daisy CD Seven'a

-Oh czyżby? A to?- wskazałam łapą na dość głęboką ranę w jego brzuchu.
-E tam. Tak jak mówiłem, małe draśnięcie.- zaśmiał się. Przewróciłam oczami.
-W każdym razie dzięki.- uśmiechnęłam się i poszłam przed siebie.
-Czekaj, czekaj, czekaj! Przed chwilą zaatakowali cię jakieś basiory, a ty tak po prostu sobie idziesz? Obróciłam się w jego stronę.
-Najwyraźniej.. A co?- zapytałam.
-A wiesz przynajmniej po co przyszli?- odpowiedział mi pytaniem na pytanie. Westchnęłam ciężko. Oczywiście, że wiem. Nawet wiem o wiele więcej. Czego chcieli.
 
<Seven? C:>

Od Rikiego CD Tashy

Nie mogłem uwierzyć. Jak ona mogła mnie tak porzucić? Jak jakieś zwierzę! Jedyne co mnie zaskoczyło to ton głosu Tashy. Nie był szorstki, ani wredny. Przypominał mi bardziej zatroskanie, współczuci lub smutek. Jednak nie mniej się wkurzyłem. Zostawiła mnie dla jakiegoś bogatego basiora. Chociaż ja byłem pierwszy. A co z dziećmi? Poznały już pewnie biologicznego ojca i po mnie zostanie tylko jakieś wspomnienie. Oni ulotnili się, a ja zostałem sam. Smętnie poszedłem w stronę jaskini i poszedłem spać. Rano obudził mnie głód. Wstałem i oczom nie mogłam uwierzyć siedział na przeciwko mnie Hades.
 
<Tasha? Nie mam weny :/ Sorry>

Od Seven'a do Daisy

Ciekawiło mnie co ją ugryzło.... Szedłem za nią krok w krok
- Ej, nie bądź taka... Porozmawiajmy ze sobą - rzekłem
Wadera nic nie odparła, ale widząc jak wchodzi do jaskini zatrzymałem się i rzekłem na pożęgnanie
- Do zobaczenia jutro Daisy!!
Potem pobiegłem znaleźć sobie miejsce do spania.

 * Następnego dnia*
Wstałem wcześniej i poszedłem coś upolować.... Udało mi się złapać dorodnego jelenia... Nagle coś usłyszałem, ale nie byłem pewny co... Poszedłem to sprawdzić, więc spokojnym krokiem zmierzałem w stronę tego hałasu... Gdy dotarłem na miejsce okazało się, że z 12 wilków otoczyło Daisy,która była dość poważnie ranna, ale dzielnie nadal walczyła...
- Zostawcie ją! - warknąłem
- Bo co nam zrobisz? - zapytał jeden z nich z drwiną w głosie
Spojrzałem na Daisy kątem oka, widać było po niej, że bardzo długo z nimi walczyła przez co jest zmęczona...
- Zabiję, pokonam was, co wolicie - odparłem
Wkurzyłem ich, więc się na mnie rzucili.... Pierwszemu zamroziłem krew, więc już był martwy. Zostało 11, na 6 użyłem burzy śnieżnej i pozbawiłem ich przytomności...zostało już tylko 5... Łatwo pójdzie.. Teraz postawiłem na moją zwinność i szybkość... Dwóch padło po długiej i zaciekłej walce nieprzytomnych... Trójka jeszcze została... Odniosłem rany i to na całym ciele, ale rzuciłem się do dalszej walki, która trwała bardzo długo, ale wyszedłem z niej zwycięsko... Podszedłem do Daisy
- Nic ci nie jest? - spytałem
- Nie, ale ty jesteś ranny! - powiedziała lekko zaniepokojona
- E tam, to nic wielkiego - odparłem spokojnie
Miałem tylko zadraśnięcia, więc się zagoją do wesela

< Daisy??> 

Od Tashy CD Rikiego

Moje dzieci zniknęły i nie mogliśmy ich znaleźć. Spojrzałam na Rikiego i postanowiłam opuścić to miejsce, bo szczeniaki mogły wyjść z tego lasu. Wiedziałam, że Posejdon może mnie odnaleźć, ale ważne są teraz dzieci. Nic nie mówiąc mu wybiegłam z lasu wołając jednocześnie moje dzieci. Nagle przede mną pojawił się posłaniec bogów - Hermes.
- Żono Posejdona oto wiadomość od małżonka: " Droga Tasho, dzieci są u prawdziwego ojca. Jeśli chcesz je kiedykolwiek zobaczyć to musisz do mnie wrócić."
Hermes czekał na moją decyzję. Nie mogłam opuścić szczeniaków, moje miejsce jest przy nich...
- Wracam. - odparłam krótko
Hermes zabrał mnie do Posejdona, gdzie były szczeniaki. Podbiegłam do nich i je przytuliłam.
- Jak mają na imię ? - spytał
- Ten szary to Atriau, co znaczy Wielki wojownik, a ze skrzydłami to Ältair.
- Moje dzieci! Jestem waszym ojcem - dzieci się do niego przytuliły
Są małe i szybko akceptują innych. Nie miałam prawa ograniczać Posejdona w opiekę nad dziećmi, bo to również jego dzieci.
- Wracamy do domu - powiedział Posejdon
Byłam strasznie zmęczona i znowu jestem u Posejdona. Wszyscy poszliśmy spać. Dzieci pomiędzy nas się położyły....

 *Następnego dnia*
Gdy się obudziłam obok mnie spały jeszcze dzieci, ale nie było nigdzie Posejdona. Po chwili obudziły się maluchy i zaczęły się bawić. Po kilku minutach wszedł Posejdon z jeleniem... Wszyscy go zjedliśmy.... Posejdon poprosił opiekunkę, by zajęła się dziećmi, a my mieliśmy porozmawiać....
- Jeszcze jeden taki numer, a będziesz tego żałować. A uściślając stracisz dzieci na zawsze. - rzekł
- Nie możesz tego zrobić! - powiedziałam przerażona
- Mogę gdyż to również moje dzieci. A teraz chodźmy do naszych dzieci i się z nimi pobawmy - rzekł
Zrobiłam tak jak powiedział.... Dzieci bawiły się w ogrodzie ich taty.... Nagle maluchy podbiegły do nas i chciały byśmy pobawili się z nimi w berka... Zgodziliśmy się i rozpoczęła się zabawa..... Mijały dni i noce, a szczeniaki rosły jak na drożdżach.... Posejdon uczył je polowań, walki by mogły przetrwać.... Jednak moje przeznaczenie jest być przy boku Posejdona? Na to wygląda, dla dobra szczeniaków będę udawać miłość do Posejdona....
- Jak tam sobie radziły nasze dzieci? - spytałam gdy wrócili
- Wyśmienicie - odparł
Szczeniaki zaczęły opowiadać jak było i ogólnie co się działo....
- Mamo! Chodźmy na spacer! - prosiły nas szczeniaki
- Jeśli wasz tata też się zgodzi to możemy iść - powiedziałam z uśmiechem.
- Oczywiście, że się zgadzam - odparł
Zeszliśmy na ziemie, gdzie spacerowaliśmy przez różne tereny Watahy Jasnego Blasku... Mijaliśmy różne wilki, które z ciekawością gapiły się w Posejdona, nic dziwnego dość nietypowo wyglądał.... Nagle spotkaliśmy Rikiego..
- Proszę, nie rób mu nic złego - szepnęłam do Posejdona
- Dobrze, dzieci wracacie do domu...Opiekunka się zajmie wami - powiedział
- Tasha! Czemu do niego wróciłaś? - spytał rozżalony
- Bo mnie jednak kocha... Z tobą to było przelotne uczucie, które już minęło - odparł za mnie Posejdon...
Riki spojrzał wrogo na władcę mórz, a ja nie wiedziałam, co robić.... Nie chciałam stracić szczeniaków, ale nie kochałam Posejdona... Niestety matczyna miłość wygrała nad miłością do ukochanego....
- Przykro mi Riki, to była pomyłka... Nie powinniśmy się nigdy spotkać... To oszczędziło by nam bólu i cierpienia.... Żegnaj, na pewno znajdziesz sobie lepszą waderę dla siebie - po tych słowach Posejdon zabrał nas do szczeniaków.
Wiedziałam, że Riki mi nie wybaczy, ale musiałam dla dobra moich dzieci by je nie stracić.... Musiałam zostać u boku Posejdona by nie stracić dzieci....

< Riki???>

Nie wiem czy dawałam, ale tak wygląda Posejdon:
 


sobota, 1 sierpnia 2015

Blog CHWILOWO zawieszony

Cześć wilczki!
 Z tego co widzicie blog chwilowo zawieszony (gdyż, ponieważ, bo) jadę nad jezioro. Tam niestety nie ma Wi-Fi, więc nie mogę wstawiać ani pisać opowiadań. Nie będzie mnie od niedzieli do niedzieli (2-9 sierpnia). Mam nadzieję, że mi wybaczycie za to, że nie umiem pisać postów informacyjnych i za to, że mnie nie będzie. Okey, więc do następnej niedzieli!
                                                                                                                                        ~Avalon

Nowy basior!

Witaj Ethan!